Opinie mieszkańców

Oszczędności do 50 proc. przy przejściu na gaz

Damian Wacław, Wadowice

Cały rachunek za gaz – razem z gotowaniem, grzaniem wody – był niższy niż cena za węgiel na zimę. Byłem w szoku! Zima nie była ostra, ale żeby aż tak zejść z kosztami?

Damian Wacław, Wadowice

Piec się u pana obsługuje sam?

Tak właśnie. To, co robię, sprowadza się do podnoszenia i zmniejszania temperatury. W dzień automatycznie się podwyższa, a w nocy – obniża. Jeśli mamy chłodno, wciskamy dwa razy na przyrządzie sterującym, i po chwili mamy cieplej. Z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza temperatura jest regulowana. Żeby jeszcze w lecie chłodził! Poza tym jest idealnie (śmiech).

Wcześniej, mówiąc kolokwialnie, trochę trzeba było się użerać z tym węglem?

Nie było użerki, tylko kupa roboty. Najpierw trzeba było wybrać dobrej jakości węgiel. To było kilka dni sprawdzania, wydzwaniania do składów. Potem przywozili cztery-pięć ton. Wysypywali prosto do piwnicy, trzeba było go przerzucić trochę głębiej. Szkoda, że nie wymyślili takiego, który sam by się porządkował. To było 800 złotych za tonę. Do tego drewno – trzy cztery kubiki do rozpalania.


Więcej czasu wolnego i więcej swobody

Jarosław Komorowski, Zakopane

Zimą mam przynajmniej jedną godzinę więcej dla siebie. A kiedyś nie mogłem nigdy wyjechać z domu – nawet na jedną noc. Zyskałem około 15 metrów powierzchni – tam, gdzie składowałem węgiel, mam teraz komórkę na rowery.

Jarosław Komorowski, Zakopane

Piec węglowy zmienił pan na geotermię. Dlaczego?

Najbardziej podstawowa rzecz to wiek. Nie będę młodszy. Mam 62 lata, a paliliśmy przecież 10 do 11 ton ekogroszku rocznie. Sam musiałem to wszystko przerzucić. Za pięć lat nie będę miał już siły, by to robić. Wszyscy mówimy o ekologii, ale ona jest fajna, jeśli mamy pieniądze. Poszła u nas fama, że geotermia jest droga. Zakładając instalację powiedziałem klientom mojej firmy i sąsiadom, że za rok dam im znać, czy rzeczywiście jest drożej. Okazało się jednak, że jest taniej, niż w przypadku ekogroszku. Kiedyś musiałem płacić nawet około 10 tysięcy złotych. Teraz koszty są dużo mniejsze, a nie muszę też męczyć się z węglem. Mam więcej czasu. Nie muszę też magazynować węgla. Na to też przecież potrzeba miejsca. Największą zaletą jednak jest cena.

No i ma pan więcej czasu – na hobby, zajęcie się interesami.

Godzina na dzień więcej jest już dla mnie. Mam też więcej swobody. Zimą nie mogłem nigdy wyjechać – nawet na jedną noc. Poza tym mam cały czas równą temperaturę, cały czas ciepło w domu. Węglem ogrzewa się inaczej, trzeba się postarać, żeby nie było ani za ciepło, ani za zimno. Teraz nastawiając temperaturę mam pewność, że będzie taka przez cały czas. Zyskałem około 15 metrów powierzchni – tam, gdzie składowałem węgiel, mam teraz komórkę na rowery. Jest tam czysto, a przecież wiadomo, że pył z węgla wejdzie wszędzie. Odpadł też problem ze składowaniem i wywozem popiołu. Żywy ogień w piecu to też stres. Kiedyś budziłem się w nocy i sprawdzałem, czy wszystko na pewno dobrze działa, czy nic się od tego płomienia nie zapali. Teraz mam spokój. Jedyna wada to opłata przesyłowa. Trzeba płacić stałą kwotę nawet, jeśli nie korzystamy z ogrzewania, bo gdzieś wyjechaliśmy. Poza tym jestem bardzo zadowolony.


Jest bardzo wygodnie, a wydatki podobne

Roman Liana, Gorlice

W porównaniu do ogrzewania węglowego rachunki nie poszły za bardzo w górę. Wygoda jest nieprawdopodobna. Piec nie wymaga żadnej obsługi.

Roman Liana, Gorlice

Jak się sprawdza to ogrzewanie? Drożej, taniej, ogólnie się opłaca? Przecież cena to nie wszystko.

Na pewno jest bardzo wygodnie. Piec działa drugi rok, bez zastrzeżeń. Wykonaliśmy tylko przegląd. A wydatki – mniej więcej podobnie. W porównaniu do ogrzewania węglowego rachunki nie poszły za bardzo w górę. Wygoda jest nieprawdopodobna. Piec nie wymaga żadnej obsługi. Mam do tego zamontowane jeszcze ogrzewanie ciepłej wody. Tu też mieszczę się w tych samych kosztach.

Co skłoniło pana do zmiany? Czy ekologia?

I ekologia, i wygoda, i koszty. Przekonały mnie informacje o dotacjach od Urzędu Marszałkowskego. Niestety było tam sporo formalności i dodatkowych kosztów – jak wykonanie nowego ocieplenia, co wcześniej już zrobiłem z własnej kieszeni. Wystąpiłem o kolejną dotację do Urzędu Miasta. Po pół roku otrzymałem informację, że pula beneficjentów się zwiększy, i że mam szansę na pokrycie 60 procent kosztów modernizacji kotłowni.


Produkcja prądu z fotowoltaiki

Andrzej Machno, Skawina

Nie musi nawet być słońca. Wystarczy, że jest jasno, niezbyt pochmurno. Parę kilowatów dziennie się uzbiera.

Andrzej Machno, Skawina

Wygląda to u pana ciekawie – na dachu jest instalacja, która też produkuje ciepło. Panele fotowoltaiczne sprawdzają się do ogrzewania domu i wody?

Jak najbardziej. U mnie rachunki wynosiły około 350 złotych miesięcznie. Po zainstalowaniu paneli jest różnie. Grudzień, styczeń, luty – ulga jest niewielka. Ale przez resztę roku płacę około 22 złotych. Za zeszły rok wszystkie opłaty wyniosły u mnie około 1400 złotych. Przy poprzednim układzie na węgiel musiałbym wydać około czterech tysięcy.

Widać oszczędność.

Tak jak teraz – słoneczko piękne, grzanie, gotowanie, wszystko robimy na prądzie z fotowoltaiki. Skorzystaliśmy też z programu ratalnego spłacania instalacji fotowoltaicznej, co ułatwiło jej zakup. Instalacja jest niewielka, bo ma moc sześciu watów. Od lutego do końca zeszłego roku wyprodukowała 6,4 megawatów.


Bez godzin spędzonych w kotłowni, w kurzu i pyle

Grzegorz Łaskowiec

Nie chciałem spędzać znowu godzin w kotłowni, w kurzu i pyle. Przekonało mnie też to, że koszty nie są aż tak dużo wyższe. Kiedy dom jest dobrze ocieplony, można spokojnie obniżyć rachunki do poziomu, który osiągały one przy ogrzewaniu węglem.

Grzegorz Łaskowiec

Trudno było doprosić się o pieniądze, czy wszystko było w porządku?

Jestem mile zaskoczony, bo spotkałem w naszym urzędzie gminy osobę, która kompetentnie zajęła się sprawą. Wszystko poszło bardzo sprawnie i szybko. Byłem już zapisany na kocioł na ekogroszek. Stwierdziłem jednak, że zainstaluję nowocześniejszą technologię gazową. Raz, że jest ona bardziej przyjazna dla środowiska, a dwa, że wygodniejsza dla mnie.

Zdecydowała więc przede wszystkim wygoda?

Przede wszystkim patrzyłem na swój komfort życia. Nie chciałem spędzać znowu godzin w kotłowni, w kurzu i pyle. Przekonało mnie też to, że koszty nie są aż tak dużo wyższe. Kiedy dom jest dobrze ocieplony, można spokojnie obniżyć rachunki do poziomu, który osiągały one przy ogrzewaniu węglem.


Przede wszystkim czystość w domu

Kocioł gazowy

Piec węglowy co prawda miał podajnik, ale przynajmniej raz w tygodniu musiałem dosypać węgla.. Byłoo brudno, drobinki pyłu przedostawały się do pomieszczeń poza kotłownię. Od momentu zainstalowania kotła na gaz praktycznie nie tam nie zaglądam.

Marcin Gugulski

Co skłoniło pana do wymiany pieca? Dotacje, ekologia?

Przez dziesięć lat używałem pieca na ekogroszek. Był dość ekologiczny, nie był kopciuchem. Do zmiany skłoniła mnie uciążliwość obsługi pieca – na przykład jego czyszczenie, jak i wysokość dotacji. Na początku bałem się, że rachunki będą bardzo wysokie. Dom nie jest najlepiej ocieplony. Podjąłem jednak to ryzyko, wymieniłem piec na gazowy. Stwierdziłem, że jeśli rachunki znacznie podskoczą, to zainwestuje w ocieplenie. Poza tym byłem zaniepokojony ceną węgla. Ona wzrosła o kilkaset złotych na tonie. Stwierdziłem, że opłaty mogą być porównywalne. Po pierwszym miesiącu grzania wiedziałem już, że była to dobra decyzja. Żałowałem, że nie zrobiłem tego wcześniej.

Rachunki są zbliżone?

Nie można powiedzieć, że są niższe, ale utrzymują się na podobnym poziomie. Poza tym wygoda. Piec węglowy co prawda miał podajnik, ale przynajmniej raz w tygodniu musiałem dosypać węgla.. Byłoo brudno, drobinki pyłu przedostawały się do pomieszczeń poza kotłownię. Od momentu zainstalowania kotła na gaz praktycznie nie tam nie zaglądam.

Aktualizacja: 2020-04-19