Opinie mieszkańców

Piec się u pana obsługuje sam?

Tak właśnie. To, co robię, sprowadza się do podnoszenia i zmniejszania temperatury. W dzień automatycznie się podwyższa, a w nocy – obniża. Jeśli mamy chłodno, wciskamy dwa razy na przyrządzie sterującym, i po chwili mamy cieplej. Z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza temperatura jest regulowana. Żeby jeszcze w lecie chłodził! Poza tym jest idealnie (śmiech).


Piec węglowy zmienił pan na geotermię. Dlaczego?

Najbardziej podstawowa rzecz to wiek. Nie będę młodszy. Mam 62 lata, a paliliśmy przecież 10 do 11 ton ekogroszku rocznie. Sam musiałem to wszystko przerzucić. Za pięć lat nie będę miał już siły, by to robić. Wszyscy mówimy o ekologii, ale ona jest fajna, jeśli mamy pieniądze. Poszła u nas fama, że geotermia jest droga. Zakładając instalację powiedziałem klientom mojej firmy i sąsiadom, że za rok dam im znać, czy rzeczywiście jest drożej. Okazało się jednak, że jest taniej, niż w przypadku ekogroszku. Kiedyś musiałem płacić nawet około 10 tysięcy złotych. Teraz koszty są dużo mniejsze, a nie muszę też męczyć się z węglem. Mam więcej czasu. Nie muszę też magazynować węgla. Na to też przecież potrzeba miejsca. Największą zaletą jednak jest cena.


Jak się sprawdza to ogrzewanie? Drożej, taniej, ogólnie się opłaca? Przecież cena to nie wszystko.

Na pewno jest bardzo wygodnie. Piec działa drugi rok, bez zastrzeżeń. Wykonaliśmy tylko przegląd. A wydatki – mniej więcej podobnie. W porównaniu do ogrzewania węglowego rachunki nie poszły za bardzo w górę. Wygoda jest nieprawdopodobna. Piec nie wymaga żadnej obsługi. Mam do tego zamontowane jeszcze ogrzewanie ciepłej wody. Tu też mieszczę się w tych samych kosztach.


Wygląda to u pana ciekawie – na dachu jest instalacja, która też produkuje ciepło. Panele fotowoltaiczne sprawdzają się do ogrzewania domu i wody?

Jak najbardziej. U mnie rachunki wynosiły około 350 złotych miesięcznie. Po zainstalowaniu paneli jest różnie. Grudzień, styczeń, luty – ulga jest niewielka. Ale przez resztę roku płacę około 22 złotych. Za zeszły rok wszystkie opłaty wyniosły u mnie około 1400 złotych. Przy poprzednim układzie na węgiel musiałbym wydać około czterech tysięcy.


Trudno było doprosić się o pieniądze, czy wszystko było w porządku?

Jestem mile zaskoczony, bo spotkałem w naszym urzędzie gminy osobę, która kompetentnie zajęła się sprawą. Wszystko poszło bardzo sprawnie i szybko. Byłem już zapisany na kocioł na ekogroszek. Stwierdziłem jednak, że zainstaluję nowocześniejszą technologię gazową. Raz, że jest ona bardziej przyjazna dla środowiska, a dwa, że wygodniejsza dla mnie.


Co skłoniło pana do wymiany pieca? Dotacje, ekologia?

Przez dziesięć lat używałem pieca na ekogroszek. Był dość ekologiczny, nie był kopciuchem. Do zmiany skłoniła mnie uciążliwość obsługi pieca – na przykład jego czyszczenie, jak i wysokość dotacji. Na początku bałem się, że rachunki będą bardzo wysokie. Dom nie jest najlepiej ocieplony. Podjąłem jednak to ryzyko, wymieniłem piec na gazowy. Stwierdziłem, że jeśli rachunki znacznie podskoczą, to zainwestuje w ocieplenie. Poza tym byłem zaniepokojony ceną węgla. Ona wzrosła o kilkaset złotych na tonie. Stwierdziłem, że opłaty mogą być porównywalne. Po pierwszym miesiącu grzania wiedziałem już, że była to dobra decyzja. Żałowałem, że nie zrobiłem tego wcześniej.



Aktualizacja: 2020-02-19