Aktualności

zdjęcia kontrole (3)

Piec to nie śmietnik

Publikacja: Justyna Jaskulska-Schab

Brak wyobraźni, wiedzy, a może taka mentalność? Jak wytłumaczyć fakt, że w niektórych piecach płoną śmieci, a z kominów wydobywa się niebezpieczny dla zdrowia dym?

Kolorowe gazety, panele podłogowe, styropian, plastikowe butelki po napojach, choinki, a nawet oleje samochodowe. Długo można wymieniać niedozwolone rzeczy, którymi ludzie palą w przydomowych kotłowniach. I choć każde gospodarstwo domowe ma obowiązek segregacji śmieci i przekazania ich w odpowiednim terminie „do odbioru”, to i tak część z nich ląduje w palenisku.

To tylko tektura

Ekodoradcy z małopolskich gmin, przeprowadzający kontrole gospodarstw domowych, nie jedno już widzieli.

Nieprawidłowości dotyczą spalania gazet i papieru – używanych przez mieszkańców na rozpałkę, a także fragmentów pomalowanych czy lakierowanych desek. W takich przypadkach najczęściej mówią o swojej niewiedzy. Podobnie dzieje się w przypadku mebli i płyt wiórowych
– relacjonuje ekodoradca z Gminy Oświęcim, Żelisława Noworyta.

Często mieszkańcy rozpalają tekturami pokrytymi farbami kolorowymi, tłumacząc, że to tylko tektura. W piecach lądują także zielone iglaki
– wyjaśnia ekodoradca z Gminy Gołcza, Paweł Cencek.

Oprócz tego, zdarzają się przypadki używania niedozwolonego miału. Kupujący, nawet wiedząc o zapisach uchwały antysmogowej, nie pytają sprzedawców o certyfikaty kupowanego opału. Są przekonani, że sprzedawany jest tylko taki opał, który spełnia wszystkie niezbędne wymagania i może być przez nich wykorzystywany.

Poza tym, widok tego, co jest przechowywane w kotłowniach również daje dużo do myślenia. Często pomieszczenia te służą jako magazyn na odpady: papier, metal, szkło, itp., które „czekają” na wywóz.
I choć wydawałoby się, że próbki popiołu pobrane z takich kotłowni potwierdzą spalanie odpadów – nie zawsze tak jest. Jak wynika z relacji ekodoradców, wbrew pozorom, popiół pobrany z miejsc nie budzących żadnych podejrzeń, bardzo często wykazywał ślady spalania niedozwolonych materiałów.

Puścić z dymem… benzo(a)piren, cyjanowodór, tlenek azotu…

Niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nawet sporadyczne spalenie niewielkiego kawałka polakierowanej płyty meblowej, plastikowej butelki czy kolorowego papieru ma bardzo niebezpieczny wpływ na nasze zdrowie i życie. Tym bardziej, jeśli to samo robią inni. I choć wpływu tego nie widać bezpośrednio na drugi dzień, to w dłuższej perspektywie jest on odczuwalny w postaci wielu dysfunkcji naszego organizmu. Należy pamiętać o tym, że spalając niedozwolone materiały, nie pozbywamy się ich na zawsze, tylko często nadajemy im „drugie życie” w postaci niebezpiecznych substancji krążących w powietrzu. Są nimi np. benzo(a)piren, cyjanowodór, tlenek azotu, tlenek siarki i wiele innych związków – w tym także rakotwórczych.

Konsekwencje

Paląc w piecach zakazanymi materiałami zatruwamy siebie i naszych bliskich – za co ponosimy największe konsekwencje zdrowotne.
Są także następstwa karne. W przypadku stwierdzenia wykroczenia kontrole mogą zakończyć się pouczeniem, mandatem karnym od 20 zł do 500 zł, a w przypadku odmowy przyjęcia mandatu – złożeniem wniosku do sądu o ukaranie. Wówczas grzywna może wynieść nawet do 5 tys. zł.

KONTROLE W LICZBACH (2018 r.):
w 85 gminach przeprowadzono kontrole palenisk
16 218 – liczba przeprowadzonych kontroli
w 1,2 tys. przypadków wykryto nieprzestrzeganie przepisów
91,7 tys. – wysokość nałożonych mandatów
46 spraw skierowano do sądu

Należy pamiętać o tym, że cały czas prowadzone są kontrole – nawet rutynowe i pobierane materiały do badań.